„Życie bez nerwów…”

Ten tytuł jest rzeczywistym tytułem książki napisanej przez mojego znajomego. Kupiłem ją kilkanaście dni temu. Andrzej Zaremba opisuje w niej swoje życie od pierwszych objawów stwardnienia zanikowego bocznego (SLA) jeszcze wówczas nie zdiagnozowanego. Jestem pod wielkim wrażeniem jego książki. W recenzji książki dziennikarka napisała

„W książce dominuje i uwodzi czytelnika lekki autoironiczny styl, pełen dystans do siebie, paskudnej choroby i świata…..”

Bardzo trafne i prawdziwe zdanie. Lektura tej książki wzbudziła we mnie kilka uśmiechów, trochę wzruszeń, ale przede wszystkim mnóstwo refleksji. Refleksji nad Andrzejem, jego podejściem do życia i choroby, do wszystkiego co stało się jego udziałem. To też zaduma nad nami jako ludźmi, nad stereotypami, nad zachowaniami, brakiem empatii. To refleksje nad moim własnym spojrzeniem na różne sprawy. Jak w zetknięciu z osobami chorymi nie „pomylić” współczucia z litością. Wydaje mi się, że litości nikt nie pragnie, ale współczucia chyba każdy. Współczucie to też może niezbyt szczęśliwe słowo bo współodczuwanie lepiej oddaje istotę rzeczy. Tu, w tym blogu pisałem trochę o samorozwoju, o życiu tu i teraz itd.  Wszystko z perspektywy przeczytanych książek, artykułów, zdań , zasłyszanych opinii, ale trochę odległych o realnego życia. Być może nie jest wielką sztuką głosić pochwałę życia, gdy świat stoi otworem wabiąc swoją tajemniczą niepewnością. Sztuką jest kochać i doceniać życie gdy wiadomo, że jest to odliczanie w stronę z której nie ma odwrotu, gdy z każdym dniem, tygodniem, miesiącem nie ma szans, żeby było lepiej, a jest 100% pewność, że będzie tylko gorzej. Gorzej z punktu widzenia fizycznej sprawności, niezależności itd. Czytając książkę Andrzeja spojrzałem z innej perspektywy na wszystko co poznałem do tej pory. Bardzo mi się spodobało jeden fragment związany  różnymi religiami:

„Wydaje się czasem, że człowiek podobny jest do roślin, które potrzebują życiodajnego deszczu, że nasze dusze także potrzebuję deszczu, ale deszczu innego rodzaju: nadziei, wiary, sensu istnienia. Kiedy tego zabraknie, wszystko w duszy umiera…”

To tak naprawdę wyraża myśl, która tkwi w mojej podświadomości, która do tej pory nie została wyartykułowana.

Co jeśli wszystko o czym czytałem, czym się zachwycałem, lub byłem zaskoczony  jest właśnie takim „deszczem” dla duszy ? Nieważne czy to prawda, czy ma to sens ale może to wszystko to taki deszcz „sensu istnienia” ?

Przykładowo czy jeśli spotykają mnie ciągłe wielkie kłopoty to czy nie jestem skłonny zostać wyznawcą poglądu, że przeznaczone są one dla mnie, żebym mógł wznieść się na wyższy poziom rozwoju duchowego ? Wtedy to nabiera sensu, daje wiarę, że wszystko jest po „coś”, że czemuś służy…

Jak spotykam kogoś kto wydaje się być „złym” człowiekiem to zaraz zacznę wmawiać sobie, że widzę w nim odbicie tego  czego w sobie nie lubię, albo, że jest on inną duszą, z którą moja się umówiła na to, że pomoże mi doświadczyć zła, cierpienia ?

Czy człowiek czasem nie jest właśnie taki, że musi w coś wierzyć, żeby widzieć w tym co się dzieje wokół niego sens ? Dla jednych to Bóg i jego niezbadane wyroki , dla innych Dusza która pojawiała się na Ziemi, żeby różnych rzeczy doświadczyć, dla jeszcze innych przeznaczenie, wszechświat .

Nic nie jest ani czarne, ani białe. Odpowiedzi nie znam. Tekst który przeczytałeś został napisany w postaci szkicu kilkanaście dni temu. Czekał do dzisiaj pewnie dlatego, że dopiero wczoraj dostałem wiadomość, która  pasuje mi w dużej mierze do puenty. Niekoniecznie chodzi o to, żeby mieć w życiu sukces, ale  nie ma chyba prostej i łatwej recepty na szczęśliwe życie. Może ten cytat stanie się inspiracją do zastanowienia się nad tym ?

„Śmiać się często i szczerze. Zyskać szacunek mądrych ludzi i podziw dzieci. Zasługiwać na dobrą ocenę uczciwych krytyków. Cierpliwie znosić zdradę fałszywych przyjaciół. Doceniać piękno. Znajdować w bliźnich to, co najbardziej wartościowe. Pozostawić po sobie świat nieco lepszym – czy to w postaci zdrowego dziecka lub alejki w ogródku. Mieć świadomość, że choćby jedna istota ludzka odetchnęła lżej dzięki temu, iż my istnieliśmy na tym świecie. Na tym właśnie polega sukces”

Ralph Waldo Emerson

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s