Poezja smaku….

Spożywanie posiłków, deserów, owoców nigdy nie miało dla mnie większego znaczenia. Trzeba było jeść to jadłem. Często w pośpiechu, byle jak i zwykle z umysłem zajętym zupełnie innymi niż pożywienie sprawami. Do tej pory, choć rzadko, ale zdarza mi się czasem zjeść coś stojąc przy lodówce….

Pierwsza refleksja co do takiego podejścia przyszła przy pierwszym czytaniu cytowanej na początku bloga książki Dana Millmana. Przez pewien czas (tak jak z innymi „efektami” po przeczytaniu „Drogi miłującego pokój wojownika”)  starałem się skupić na tym co jem i jak to smakuje. Zbyt długo to nie trwało i  wróciłem do starych nawyków czyli – jem – to może warto poczytać gazetę, albo coś obejrzeć itp. Zmiany jakie zaszły we mnie w ostatnich miesiącach wpłynęły też na spożywanie posiłków.

Przez ostatnie miesiące czasem zdarzy mi się „być gdzieś obok” tego co akurat jem, ale na szczęście bywa tak bardzo rzadko. W sumie wszystko ma znaczenie i to co jem, i jak jest to podane ,i w towarzystwie kogo jem. To wszystko nic – chciałem tu opisać coś czego świadkiem byłem w dniu wczorajszym. Nic takiego w moim życiu jeszcze nie widziałem, nie obserwowałem. Patrzyłem zafascynowany i pełen podziwu.

Zacznijmy od początku. Po treningu – oprócz mnie był tylko Rubin i Szafir – wybraliśmy się na kawę i ciastko do kawiarni. Tym razem było to miejsce w którym akurat ja nigdy nie byłem. Ciastka w gablotach wyglądały bardzo apetycznie, kusząc wyglądem i „obiecując” ucztę dla podniebienia.  Szafir i ja wybraliśmy ptysia z marakują. Rubin wybrał Jasminum Grandimango. Na początek jeszcze Rubin zamówił słony paluch i zdaje się croissanta. Od tego zaczęliśmy. I paluch, i croissant były smaczne, zwłaszcza ten pierwszy z mieszanką smaków wśród których dominował słony smak. „Szaleństwo” zaczęło się dopiero chwilę później.

IMG-20190224-WA0002

Smak ptysia i Jasminum był dla mnie niespotykany, oryginalny, ciekawy. Niesamowitą ucztą była obserwacja Szafiru. W miarę smakowania ciastka jej twarz nabierała wyrazu szczęścia, ekstazy, radości, szczytu przyjemności. To wszystko w niej narastało i narastało. Nie widziałem nigdy, na niczyjej twarzy tyle emocji, tyle drobnym mimicznych ruchów, tyle wyrazu i komunikatów „och jak mi dobrze, jakie to jest wspaniałe, jak ja to kocham”. Dopiero tam, wtedy zrozumiałem co można mieć na  myśli mówiąc, pisząc, że „ktoś kocha, uwielbia jeść”, że nie ma „bardziej szczerej miłości niż miłość do jedzenia”. Niezapomniana lekcja obserwacji. Nieodparcie budzi skojarzenia, ze w temacie miłości do jedzenia jestem trochę jak ta żaba w studni…

„Żaba w studni”  to bardzo pouczająca opowieść. Usłyszałem ją przy okazji warsztatów „Układ trawienny Ajurwedy”. Zapamiętana przeze mnie wersja brzmi tak:

„Do studni w której całe życie spędziła żaba trafiaj jakimś „cudem” ryba z morza bałtyckiego. Ryba pyta żaby „Czy ty wiesz jak wielkie jest morze bałtyckie’. Żaba mówi wiem i rozkłada ręce „Takie”. Ryba – „Głupia jesteś dużo większe”. Żaba myśli, myśli i mówi „dobra już wiem i rozkłada jeszcze szerzej – takie wielkie”. Ryba na to „Głupia jesteś  – dużo dużo większe”. Na to żaba „Dobra – jest takie wielkie jak od jednej ściany kręgu studni do drugiej ściany”

Żaba ma swoje doświadczenie życiowe, swoje ograniczenia. Nie jest w stanie sobie wyobrazić wielkości morza bałtyckiego. Z kolei ryba nie bierze pod uwagę miejsca w którym żyje żaba i ograniczeń wynikających z tego faktu.

Jestem więc żabą, która może i potrafi powiedzieć, że to jest smaczne, coś innego smaczniejsze, ale to wszystko to tylko „studnia smaku”. W przypadku Szafiru  to chyba nawet nie tylko morze bałtyckie ale „ocean smaku”. Nie, nie zazdroszczę, w żadnym wypadku, to tylko podziw, że tak można, że to może być takie piękne. Chwile w których czuła smak była w 100% w teraźniejszości, w tamtej jedynej, niepowtarzalnej chwili. Nic nie było jej w stanie stamtąd zabrać. To piękny przykład doświadczania piękna życia w tej, konkretnej, danej chwili.

Przy okazji skoro neurony lustrzane działają to znaczy, że patrząc na ekstazę i niemal „wielokrotny orgazm kulinarny” Szafiru sam doświadczałem radości. Słowem – jak jeść dobry posiłek, przekąskę, cokolwiek to najlepiej w towarzystwie osób, które kochają delektować się smakiem. Może warto poszukać w sobie więcej radości ze spożywanych pokarmów ?

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s